|
O Józefowie zrobiło się głośno, gdy grupa młodych matek zdecydowała się zawalczyć o to, aby w ich miejscowości nie sprzedawano pornografii. Stowarzyszenie wtedy jeszcze nie istniało. W akcji wzięły jednak również udział osoby związane z naszym Stowarzyszeniem. Przeczytaj, jak do tego doszło.
x x Problem z prasą erotyczną i pornograficzną w Józefowie zbiegł się w czasie z falą wzmożonej imigracji młodych do tego „leśnego” miasteczka. W ostatnich latach sprowadziło się tu wiele rodzin, które ze względu na jego szczególny klimat postanowiły tu wychowywać swoje dzieci. Cicho, spokojnie, pięknie... idealnie, można by rzec. Sytuacja zmieniła się, gdy wraz ze wzrostem popytu w lokalnych punktach handlowych zaczęła wzrastać podaż prasy „rodzinnej”. W ciągu paru lat boczne półki na prasę ustąpiły miejsca szerokim stojakom mieszczącym kilkadziesiąt tytułów. Pojawiła się tam oferta dla wszystkich: pisma dla pań, dla dzieci, dla działkowców, miłośników aut i psów. Obok czasopism o kuchni i „Misia” – w końcu także prasa erotyczna. Działając widocznie metodą stopniowego oswajania klienta, tytułów erotycznych z czasem przybywało, w końcu zaczęły ustępować wulgarnej pornografii. Klienci zostali postawieni przed faktem dokonanym. Przychodząc z dzieckiem do sklepu po bułki, narażało się je na widok rozebranych pań na smyczy i okładek filmów o seksie grupowym. Wszystko dobrze widoczne, nie zakryte, wręcz eksponowane. Dystrybutorzy prasy nie badali tutejszego rynku. Pisma pornograficzne, mimo szerokiej oferty - jak twierdzi większość sprzedawców - prawie się tu nie sprzedają. Są za to często oglądane przez młodzież i dzieci, i dość często kradzione. Dlaczego ta pani jest na smyczy? Kolporterzy widocznie postanowili wychować sobie odbiorcę. Największa bowiem obfitość tytułów porno trafiła do sklepików mieszczących się obok szkoły podstawowej, a szyby kiosku przy głównym przystanku autobusowym w centrum miasta oklejono tytułami o poziomie wulgarności nie do opisania. Doszło do tego, że idąc w z małymi dziećmi po zakupy, matki próbowały zasłaniać sobą porno-ekspozycje, odwracać ich uwagę, odciągać na drugi koniec sklepu. Kiedy zaczęły się jednak pojawiać pytania kilkulatków, dlaczego naga pani na okładce jest na smyczy, zdaliśmy sobie sprawę z powagi sytuacji. Można było nagle pojąć strategię niezwykle silnego lobby porno-biznesu, usiłującego stworzyć powszechną akceptację dla obrazu kobiety jako towaru. Najpierw przyzwyczaić, oswoić, najlepiej zaczynając od dziecka, potem rozszerzać zakres, stworzyć wrażenie, że porno-prasa jest nieusuwalnym elementem krajobrazu. Jak bardzo skuteczna okazuje się ta strategia można było przekonać się rozmawiając ze sprzedawcami, poproszonymi o usuniecie towaru porno z półek: „nie mam wpływu na to, co przywozi kolporter prasy”; albo „muszę wystawiać taki towar, jakiego życzą sobie klienci” - mówili. My rodzice z Józefowa byliśmy upokorzeni i bezradni. Wyglądało na to, że nie jesteśmy w stanie chronić swoich dzieci... Tragiczna zabawa w porno I wtedy wydarzyło się coś, co sprawiło, że na sprawę ekspansji pornografii padł ponury cień konkretnej, ludzkiej tragedii. Anonimowy problem przybrał twarz Ani z Gdańska. Czternastolatka powiesiła się dzień po tym, jak w obecności całej klasy i przy jej biernym aplauzie, kilku kolegów zabawiło się jej kosztem w symulację gwałtu. Nagranie na telefon komórkowy całej sceny miało być świetnym żartem. Nikt nie zareagował. Dzieci zabawiły się w to, w co bawią się dorośli. Zagrały scenkę widzianą w filmie z porno-pisma kupionego, co prawdopodobne, w kiosku obok szkoły... Cała Polska wtedy struchlała. Serce zamarło również w nas, rodzicach z Józefowa. Zobaczyliśmy obraz młodzieży oswojonej z przemocą, upokorzeniem, seksem na sprzedaż, lekceważeniem intymności. Zobaczyliśmy pogardę dla skromności, całkowitą obojętność wobec krzywdy. Zobaczyliśmy w końcu wstrząsającą pogardę dla kruchości i delikatności młodej kobiety. To były dzieci z przeciętnej szkoły. Statystyczni gimnazjaliści. Jak dzieci z przeciwka, jak nasze dzieci? Prasa huczała przez kilka dni, drukując wywiady z młodzieżą z polskich szkół, przedstawiając kolejne zatrważające raporty. Z analiz i rozmów wynikało, że coś w tej młodzieży umarło, coś w niej zadeptano. W toczącej się wówczas w mediach debacie i w naszych prywatnych rozmowach o gdańskim dramacie pojawił się temat wpływu wszechobecnej pornografii na młodzież. Mówiło się o tym, że dzieci w zabawach od zawsze przede wszystkim naśladują świat dorosłych. O naszej – dorosłych - odpowiedzialności za tę śmierć. Pojawiały się przykłady, że np. we Francji parlament uchwalił właśnie zakaz jej dystrybucji w pobliżu szkół. Sprzedawcy, obudźcie się W kilka osób napisaliśmy apel do sprzedawców. Napisaliśmy w nim: „Związek zachowania chłopców z wzorcami, które młodzież i dzieci czerpią z wszechobecnej pornografii jest oczywisty: pogarda i przemoc wobec kobiet, traktowanie człowieka jako przedmiotu służącego do zaspokajania potrzeb, zanik bariery wstydu, sprowadzenie seksu do poziomu towaru. Jak długo my wszyscy tolerować będziemy powszechną dostępność pornografii w kioskach, sklepach, na stacjach benzynowych, a nasze dzieci znajdą pornografię na półkach obok cukierków, tak długo samobójstwo Ani obciążać będzie także nasze sumienia.” Nasze prośby skierowane do sprzedawców zawarliśmy w trzech punktach: 1. Wyrażamy sprzeciw wobec obecności prasy i filmów pornograficznych w sklepach, kioskach i na stacjach benzynowych w Józefowie. 2. Prosimy o ich usunięcie z półek sklepowych. 3. Deklarujemy, że od dnia 1 marca 2007 do czasu wycofania pornografii ze sprzedaży z Państwa sklepów nie będziemy w nich kupować żadnej prasy. Pod apelem, który w kilkanaście osób roznosiliśmy po Józefowie, odwiedzając sąsiadów, znajomych, rodziców dzieci ze szkół, instytucje wychowawcze, podpisało się kilkaset osób. Kilku sprzedawców wycofało się ze sprzedaży pornografii, przyklejając do drzwi roznoszone przez nas plakietki z napisem „Józefów bez pornografii – sklep przyjazny rodzinie”. Kilku w rozmowie z nami przyznawało, że pierwszy raz widzą problem w takim świetle. Byli oszołomieni ilością wycinków prasowych z najlepszych polskich gazet, w których entuzjastycznie recenzowano naszą akcję. Przede wszystkim jednak, byli zaskoczeni skalą społecznego poparcia. I rzeczywiście. W pewnym momencie zorientowaliśmy się, że mała lokalna akcja stała się iskrą w beczce prochu. Wiele stacji telewizyjnych, radiowych, gazet lokalnych i ogólnopolskich chciała wspomnieć o akcji. Kilku dziennikarzy napisało felietony. Ekipy telewizyjne odwiedzały sklepy i rozmawiały ze sprzedawcami. W Józefowie wrzało... Nie „mohery”, zdrowy rozsądek Temat stał się podstawą do dyskusji na największych portalach internetowych. Internauci dyskutowali m.in. pod zamieszczonym na jednym z portali artykułem z prestiżowego tygodnika o „Mamach z Józefowa”, które tupnęły nogą na sprzedawców pornografii. W podobnych sprawach na forach wylewa się lawina chamstwa i wulgarności. Ale ku naszemu zaskoczeniu, tym razem epitety typu „mohery”, „ciemnogród”, „walczycie z porno, bo zazdrościcie...” itp. były natychmiast zakrzykiwane odpowiedziami całkowicie popierającymi naszą ideę. Konieczność ochrony dzieci przed pornografią i wulgarnością okazała się oczywista nie tylko dla „tradycjonalistów”. Nawet forumowicze określający siebie jako liberałowie, czy nawet jako osoby korzystające z pornografii, przyznawali, że powszechna jej dostępność, w tym dla dzieci, jest haniebna i kompromitująca. Ktoś napisał : ”Gdybym miał być znowu dzieckiem, to tylko w Józefowie”. |